sobota, 30 września 2006
krótka zapowiedź 7 kolejki Premier League
Bolton-Liverpool: Po poniedziałkowym zwycięstwie nad Portsmouth Bolton sprawi spore problemy Liverpoolowi. W ubiegłym sezonie na Reebok Stadium po zaciętym spotkaniu padł remis 2:2. Tym razem również należy się spodziewać ciekawego widowiska, gdyż oba zespoły znajdują się w bardzo dobrej formie. Bolton w tym sezonie jeszcze nie przegrał u siebie,Liverpool nie wygrał na wyjeździe. I moim zdaniem obie passy zostaną podtrzymane.Mój typ: X Charlton-Arsenal: Kanonierzy po słabym początku sezonu od zwycięstwa na Old Traford spisują się bardzo dobrze. The Addics natomiast grają bardzo słabo i zajmują 3 miejsce od końca. Mają najgorszą obronę(aż 11 straconych bramek). Nie sądzę by byli w stanie powstrzymać rozpędzający się Arsenal. Mój typ: 2 Chelsea-Aston Villa: wbrew niskim kursom wystawianym przez bukmacherów twierdzę, że w tym meczu zwycięstwo Chelsea wcale nie jest takie pewne. The Villans pod wodzą O'Neilla grają jak nowo narodzeni, potrafili zremisować z Arsenalem na wyjeździe.Jak do tej pory z każdego wyjazdu Villa przywoziła po punkcie, tym razem także jest to możliwe. Nie ma się czego bać, bo Chelsea wygrywa bardzo szczęśliwie i w końcu musi się wyczerpać ten limit farta. W spotkaniu z Fulham CHelsea kompletnie nie zasłużyła na zwycięstwo. Dobra forma Vilii sprawia, że jestem w stanie zaryzykować i postawić tu na remis. Napewno goście nie spękają i będzie wyrównany mecz, który może się rozstrzygnąć w końcówce spotkania. Mój typ:X Everton-Manchester City: The Toffies w tym sezonie znów spisują się dobrze, po nieudanym poprzednim w tym wracają do formy sprzed dwóch lat. Patrząc na himeryczną formę City myślę, że po zwycięstwie nad West Hamem przyjdzie porażka z Evertonem. Mój typ: 1 Sheffield Utd-Middlesbrough: Szable wcale nie są takie słabe jak wskazują ich wyniki. Narazie brakuje im szczęścia. Middlesbrough to najdziwniejsza drużyna Premier League, tzn. kompletnie nie wiadomo czego się po tej drużynie spodziewać. Dla mnie są jedną wielką zagadką. Niby mają niezły skład, wygrali z Chelsea, ale po za tym zgromadzili tylko 2 punkty i łącznie mają ich 5. Przałamanie gospodarzy i ich pierwsze zwycięstwo jest wielce prawdopodobne. Mój typ: 1 West Ham-Reading: tutaj liczę, że Tevez i Mascherano w końcu potwierdzą swoją klasę na wyspach, choć z drugiej strony nie mam przekonania, czy oni kiedykolwiek zaaklimatyzują się w Anglii. Zdobycz punktowa Reading jest okazalsza niż ich gra. Myślę, że Młoty w końcu pokażą swoje prawdziwe oblicze i zaczną piąć się w górę tabeli. Mój typ: 1 Blackburn-Wigan: Pojedynek dwóch drużyn środka tabeli, którym raczej nie grozi ani walka o puchary ani o ligowy byt. Piłkarze Rovers mogą być trochę podmęczeni czwartkowym meczem w PUcharze UEFA(wywalczyli awans do fazy grupowej) i dlatego przewiduję tutaj remis. Mój typ: X Manchester United-Newcastle: zwycięstwem nad Benficą Manchester pokazał, że porażka z Arsenalem i remis z Reading była tylko chwilowym kryzysem formy. Sroki wywalczyły awans do fazy grupwej Pucharu EEFA, ale dobre humory popsują im Czerwone Diabły. Old Traford to najbardziej wredny obiekt dla Newcastle, które nie wygrało tutaj od 35 lat! I tym razem Diabły połkną Sroki. Mój typ: 1 Tottenham-Portsmouth: The Pompeys przegrywając z Boltonem udowodnili moją tezę, że fotel lidera nie dla nich, że to zbyt wysokie miejsce w stosunku do ich potencjału. Koguty są pod olbrzymią presją i jeśli nie wygrają może być trzęsienie ziemie na White Hart Lane. Myślę, że Koguty w końcu zagrają skutecznie, bo naprawdę mają dobrą drużynę i w końcu musząc rozpocząć marsz w górę tabeli. Ich miejsce powinno być w okolicach 4-5. Mój typ: 1 Watford-Fulham: tutaj możliwe jest wszystko, jednak pod drużynach, które strzelają bardzo mało bramek(4 Watford i 5 Fulham) wiele się spodziewać nie można. Remis bardzo prawdopodobny. Żadko stawiam undery lub overy, ale myślę, źe w tym wypadku można spróbować postawić undera,jakieś strzelaniny trudno się tutaj spodziewać. Mój typ: X,under 2,5
wtorek, 26 września 2006
Ferguson:"Gorzkie wspomnienia mogą nas pobudzić"
Sir Alex Ferguson ma nadzieję, że gorzkie wspomnienia z ubiegłorocznych potyczek z Benficą Lizbona jego podopieczni wymarzą z pamięci i zagrają dobry mecz by zatrzeć złe wrażenie z ubiegłego roku kiedy to po porażce z Benficą w Lizbonie Manchester zajął ostatnie miejsce w grupie! To był jeden z najgorszych sezonów Manchesteru za kadencji Ferguson'a, Diabły wygrały tylko jeden mecz w fazie grupowej Ligi Mistrzów i strzeliły tylko 3 bramki (czyli tyle ile w pierwszym meczu tegorocznej Ligi mistrzów z Celtickiem). Ich ubiegłoroczna porażka 1:2 na Stadionie Światła wciąż tkwi w pamięci piłkarzy, trenerów i kibiców jako jeden z najbardziej przykrych momentów w historii klubu. Ferguson ma nadzieję, że jego podopieczni będą za wszelką cenę chcieli zmazać ubiegłoroczną plamą i wywalczą dziś 3 punkty. "Nasze umiejętności są bardzo duże, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości"-mówi Ferguson. "Wierzę, że mam silniejszy zespół niż w ubiegłym roku, przede wszystkim jak narazie omijają nas urazy". "Kiedy spotyka cię coś takiego jak nas w ubiegłym roku dojrzewasz psychcznie, po takim spotkaniu nie musisz nic mówić. Myśl o tej klęsce, odpadnięciu z Ligi Mistrzów jest gorsza od niejednego słowa. Nie ma słów, które mogły by wyrazić co czuliśmy w grudniu ubiegłego roku"-zakończył boss. Manchester do zwycięstwa mają poprowadzić Wayne Rooney i Cristiano Ronaldo. Reprezentant Anglii powoli dochodzi do siebie po odpokutowaniu kary za brutalne zagranie w jednym ze sparingów. Ronaldo natomiast ostatnio spisuje się wyśmienicie (był najlepszym piłkarzem Manchesteru w zremisowanym spotkaniu z Reading) i coraz rzadziej zdarzają mu się głupie wybryki w trakcie meczów, coraz rzadziej daje się prowokować rywalom. Jednak czeka go bardzo ciężki mecz, bo zagra na stadionie, na którym nie może liczyć na przychylne przyjęcie. W końcu był piłkarzem Sportingu, którego nie nawidzą fani Benfici. W ubiegłym sezonie na tym stadionie Portugalczyk dał się sprowokować i pokazał obraźliwy gest w kierunku kibiców Benfici za co zresztą został ukarany. Teraz ma okazję pokazać, że przez ostatni rok wydoroślał. " Ronaldo jak narazie spisuje się w tym sezonie wyśmienicie, prawdopodobnie jest naszym najlepszym piłkarzem"-twierdzi Ferguson. "On cały czas się rozwija, z każdym meczem jest coraz lepszy i czeka go fantastyczna przyszłość". Ferguson wypowiedział się również na temat Wayne'a Rooney'a. "Nie niepokoję się o jego formę, on potrzebuje tylko ogrania. W sobotę radził sobie naprawdę dobrze, widać już zdecydowaną poprawę. Widać już w nim coraz większą zaciętość, tak jak w ubiegłym sezonie i jestem pewny, że z każdym spotkaniem będzie grał coraz lepiej." remis na Madejski Stadium!!
Reading-Manchester United 1:1 Cristiano Ronaldo uratował Manchesterowi United jeden punkt strzelając bramkę w 73 minucie w spotkaniu z Reading i dlatego Czerwone Diabły zremisowały swój pierwszy mecz w tym sezonie. W 48 minucie po zagraniu rękę Gary’ego Neville’a rzut karny na bramkę zamienił Kevin Doyle i na Madejski Stadium zapanowała euforia. Tego stanu radości nie zmieniła nawet bramka Ronaldo i gospodarze byli zadowoleni, w końcu wywalczyli historyczny punkt w spotkaniu z Manchesterem United. Alex Ferguson nie mógł być zadowolony z postawy swoich podopiecznych. Był wściekły, bo jego drużyna powinna bez problemu wywalczyć 3 punkty. Czerwone Diabły przeważały przez całe spotkanie, a w ostatnim 10 minutach urządziły sobie prawdziwe bombardowanie, ale tym razem nie grzeszyły skutecznością, w ten oto sposób Manchester stracił dwa punkty. Ferguson dokonał czterech zmian w porównaniu z przegranym spotkaniem z Arsenalem. Po raz pierwszy w tym sezonie zagrali Nemanja Vidic i Gabriel Heinze, a po tygodniu przerwy wrócili do gry Edvin van der Sar i Michael Carrick. Na ławce usiadł najlepszy strzelec Manchesteru Luis Saha, który na treningu nabawił się lekkiej kontuzji ścięgna podkolanowego. Manchester rozpoczął to spotkanie z wielkim animuszem od szybkich ataków. Już w drugiej minucie na listę strzelców mógł wpisać się Wayne Rooney, który popisał się mocnym strzałem z dystansu, ale bramkarz Reading Marcus Hahnemann z największym trudem obronił tę bombę. W 17 minucie na bramkę Amerykanina uderzał Kieron Richardson, piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców Reading i na szczęście dla ich bramkarza i całego zespołu wyszła poza boisko. Był to jednak okres kiedy zapowiadało się, że Manchester zmiecie gospodarzy z powierzchni ziemi co chwila siejąc spustoszenie pod bramką Hahnemann’a. Paul Scholes i Cristiano Ronaldo rozgrywali kapitalną partię, byli bardzo żywi i dynamiczni, co chwila stwarzali szanse swoim kolegom. Byli motorami napędowymi większości akcji United. Wydawało się, że to będzie przyjemne sobotnie popołudnie dla gości. Jednak w 18 minucie zupełnie niespodziewanie to gospodarze mogli objąć prowadzenie. Amerykański skrzydłowy Bobby Convey podkręcił piłkę, ta odbiła się rykoszetem od Darren’a Fletcher’a, co bardzo zaskoczyło zawodników Manchesteru. Piłka dotarła do Doyle’a, który miał znakomitą okazję do pokonania van der Sara, jednak Holender z najwyższym trudem zdołał obronić ten strzał. To była jedyna okazja stworzona przez gospodarzy w pierwszych 30 minutach meczu. Późnej do głosu znowu dochodzili goście. W 30 minucie szansę na pokonanie Hahnemann’a miał Paul Schole’s. Ronaldo z lewej strony zacentrował w pole karne, a Schole’s nie trafił w piłkę. Później powoli do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, którzy utrzymywali się coraz dłużej przy piłce i wypracowywali sobie coraz więcej pozycji do strzału, jednak nie wiele z tego wynikało i pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Chwilę po przerwie gospodarze objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu z prawej strony Seola Ki-Hyeona piłka trafiła w ramię Garry’ego Neville’a, a sędzia bez wahania wskazał na wapno. Skutecznym strzałem z 11 metrów popisał się Doyle i było 1:0 dla Reading. Od tego momenta gospodarze zaciekle się bronili od czasu do czasu wyprowadzając kontry. Goście zaś cały czas atakowali bramkę Reading z nadzieją, że w końcu skuteczność im dopisze. Kieron Richardson zmarnował odegraną do niego przez Wayne’a Rooney’a piłkę, bo się poślizgnął i nie był w stanie jej opanować. Ferguson stracił cierpliwość i w 58 minucie wprowadził na boisko Luisa Sahę właśnie za Richardson’a. Dwanaście minut późnej sir Alex dokonał jednocześnie dwóch zmian wprowadzając John’a O’Shea i Ole Gunnera Solskjaera, co jeszcze zwiększyło siłę uderzeniową United. W 73 minucie wreszcie padło wyrównanie. Bramkę zdobył Cristiano Ronaldo, który przyjął wybitą wysoko przez O’Shea piłkę, zbiegł do środka i popisał się celnym strzałem z 10 metrów. W ten sposób uhonorował swój świetny występ w sobotnim spotkaniu. I mimo wściekłych ataków Diabłów do końca spotkania wynik już się nie zmienił. Goście bronili się bardzo dzielnie i nie dali sobie wbić kolejnych bramek. Piłkarze Manchesteru z łatwością dochodzili do sytuacji strzeleckich, ale niemiłosiernie partaczyli i dlatego stracili 2 punkty i wobec wygranych Liverpool’u i Arsenalu tracą powoli przewagę, zaś Chelsea już wyprzedza Manchester o 2 punkty i zasiada na fotelu lidera.. W zapowiedzi tego meczu napisałem, że Manchester okrutnie męczy się ze słabeuszami często tracąc niestety nimi punkt i tak też było i tym razem. Pomimo tego remisu daleki jestem od mówienia o kryzysie Manchesteru. Bo Red Devils wcale nie grają źle, zatracili tylko gdzieś tą skuteczność, którą imponowali na początku rozgrywek, kiedy odnieśli cztery zwycięstwa w pierwszych czterech kolejkach Premier League. Na pewno odzyskają tą skuteczność i w kolejnych meczach znowu zaczną wygrywać. Bramki: Reading: Doyle (48’ z karnego) Manchester: Ronaldo (73’) Reading: Hahnemann, Murty (Bikey 89), Sonko, Ingimarsson, Shorey, Ki-Hyeon (Hunt 85), Sidwell, Harper, Convey, Lita, (Gunnarsson 76), Doyle Manchester Utd: Van der Sar, Neville, Vidic, Ferdinand, Heinze (O'Shea 70), Fletcher (Solskjaer 70), Carrick, Scholes, Richardson (Saha 58), Ronaldo, Rooney
sobota, 23 września 2006
Zapowiedź Premier League, część 4
Newcastle-Everton W jedynym niedzielnym spotkaniu Sroki na ST James’Park podejmą The Toffes i doprawdy trudno przewidzieć losy tej konfrontacji. Everton to szalenie nieobliczalna drużyna. Potrafi wygrać z kimś mocnym jak Liverpool, by późnej tylko zremisować z Wigan. Newcastle po słabym początku sezonu zaczyna grać coraz lepiej o czym świadczy wyjazdowe zwycięstwo z West Hamem. Porażka z Liverpoolem w zaległym spotkaniu z pewnością była wkalkulowana. Nie zmienia to faktu, że Sroki to szalenie groźna drużyna, szczególnie u siebie, gdy jest wspierana przez jednych z najbardziej fanatycznych kibiców w Anglii. Manager gości David Moyes liczy na to, że będzie mógł skorzystać z David Weir’a i Josepha Yobo, którzy ostatnio narzekali na urazy kręgosłupa. Wątpliwy jest udział w tym spotkaniu Alana Stubbs’a, który uskarża się na kontuzję kolana. Wykluczony jest też udział James’a McFadden’a (ścięgno podkolanowe). Manager gospodarzy Glenn Roeder przy ustalaniu składu będzie musiał się obejść bez Celestine Babayaro, który został zawieszony na 3 spotkania za starcie z Dirkiem Kuyt’em w środowym spotkaniu z Liverpoolem. Środkowi obrońcy Titus Bramble, który wyleczył już uraz kolana i kostki oraz, któremu dokuczał uraz stopy wznowili już treningi i obaj znaleźli się w kadrze meczowej. Dlatego Peter Ratlage najprawdopodobniej zostanie przesunięty na lewą stronę obrony za Oliviera Bernard’a, który nie jest przygotowany fizycznie na 90 minut meczu. Do ostatniej chwili będzie się wahał udział Shole Ameobiego, któremu ciągle nie daje spokoju uraz biodra. Na pewno zabraknie Norberto Solano, który narzeka na ścięgno podkolanowe. To Peruwiańczyk w ubiegłym sezonie strzelił dla Newcastle 2 bramki w spotkaniu z Evertonem wygranym 2:0. The Toffees nie przegrali jeszcze w tym sezonie w Premier League dlatego należy się spodziewać bardzo ciekawego ciekawego wyrównanego spotkania. Newcastle Utd: Harper, Krul, Carr, Ramage, Bramble, Moore, Taylor, Ramage, Huntington, Parker, Butt, Emre, Duff, N’Zogbia, Milner, Pattison, Ameobi, Martins, Sibierski, Luque, Rossi Everton: Howard, Wright, Hibbert, Yobo, Weir, Lescott, Naysmith, Osman, Carsley, Neville, Arteta, Cahill, Johnson, Davies, Valente, Beattie, Van der Meyde, Anichebe W poprzednim sezonie: 2:0 i 0:1 Mój typ: 1 Portsmouth-Bolton Jedyne poniedziałkowe spotkanie i jednocześnie najciekawiej się zapowiadające. Pompeys zaskakują wszystkich w tym sezonie, wzmocnienie Campbell’em, James’em spisują się znakomicie. Nie przegrali jeszcze spotkania i nawet nie stracili ani jednej bramki. Tym razem zmierzą się na Fratton Park z Boltonem, który zajmuje 7 miejsce i również spisuje się bardzo dobrze( Kłusaki zapowiadają atak na czołową czwórkę!). Dlatego należy się spodziewać widowiska pełnego emocji i efektownych akcji. Goście grają ładną dla oka piłkę, ale nieskuteczną a to im źle wróży w starciu z bardzo dobrze zorganizowanym w obronie Portsmouth. Zarówno The Pompeys jak i Kłusaki nie mają większych problemów z kontuzjami. W ekipie gości niepewny jest tylko udział Steliosa Giannakopoulosa, Quintone Fortune’a i Abdoulay’e Faye. Podopieczni Sama Alardyce’a nie wygrali na wyjeździe od grudnia 2005 roku, na dodatek ostatnio w każdym wyjazdowym spotkaniu tracą przynajmniej jedną bramkę co jeszcze dodatkowo przemawia na korzyść drużyny Harry’ego Redknapp’a. Wydaje się, że Portsmouth powinno podtrzymać dobrą passę, ale Kłusaki nigdy nie poddają się bez walki, dlatego nie można tutaj wykluczać niespodzianki. Portsmouth: James, Johnson, Primus, Campbell, Stefanovic, O'Neil, Mendes, Davis, Taylor, Kanu, Benjani, LuaLua, Cole, Kranjcar, Pamarot, Thompson, Douala, Duffy, Fernandes, Kiely Bolton: Jaaskelainen, Walker, Al Habsi, Ben Haim, Meite, Teimourian, Tal, Nolan, Speed, Campo, Giannakopoulos, Davies, Vaz Te, Diouf, Anelka, Fojut, Sissons, Jameson, Augustyn, Ellis W poprzednim sezonie: 1:1 i 0:1 Mój typ: 1 Zapowiedź 6 kolejki Premier League,część 3
Wigan-Watford Na JJB Stadium dojdzie do konfrontacji dwóch słabo spisujących się drużyn.Manager Watfordu Adrian Boothroyd najprawdopodobniej dokona kilku zmian w swoim zespole. Trener Szerszeni dał odpocząć większości swoich piłkarzy w spotkaniu o Curling Cup z Accrington, teraz wszyscy najważniejsi gracze, tacy jak bramkarz Ben Foster, obrońca Malky Mackay, pomocnicy Gavin Mahon i Damian Francis oraz napastnicy Marlon King i Ashley Young wypoczęci powinni postarać się o dobry rezultat na JJB Stadium. Nie będą mogli zagrać tylko obrońcy Carle Carlisle (infekcja dróg oddechowych) i Chris Powell (łydka). Natomiast manager gospodarzy Paul Jewell ma do dyspozycji wszystkich piłkarzy poza wyłączonymi z gry na dłuższy czas Ryan’em Taylor’em i Steve McMillan’em oraz Lee McCulloch’em, który ma kontuzję kolana. Po nieoczekiwanej porażce pucharowej z Crewe do składu wracają Emile Heskey, Chris Kirkland, Arjan Zeeuw, Henri Camara i Antonio Valencia. To spotkanie będzie bardzo ważne dla układu w dolnych rejonach tabeli. Ta drużyna, która wygra może uwierzyć we własne siły. To może być przełomowy mecz dla jednej z drużyn. Obie drużyny jeszcze się w Premier League nie spotkały, a w niższych klasach rozgrywkowych potykały się 7 razy. Watford nigdy nie wygrał w Wigan, ale teraz mają szansę na przełamanie, bo Wigan nic ciekawego w tym sezonie nie prezentuje. Są to drużyny o zbliżonym potencjale, a w takich pojedynkach między zespołami z dolnych rejonów tabeli zdarzyć się może wszystko Ja liczę nie niespodziankę w postaci zwycięstwa gości. Wigan Athletic: Kirkland, Jackson, Hall, De Zeeuw, Kilbane, Camara, Heskey, Johansson, Landzaat, Boyce, Scharner, Teale, Cotterill, Cywka, Webster, Skoko, Baines, Valencia, Todorov, Pollitt Watford: Foster, Lee, Doyley, Mackay, Shittu, Stewart, DeMerit, Chambers, Mariappa, Young, Mahon, Francis, Smith, Spring, Bangura, Bouazza, McNamee, Jarrett, King, Henderson, Priskin W poprzednim sezonie: nie grali Mój typ: 2 Reading-Manchester Utd
Na Madejski Stadium po raz pierwszy w spotkaniu o ligowe punkty spotkają się The Royals i Czerwone Diabły. Wcześniej obie drużyny spotykały się tylko w Pucharze Anglii. Zdecydowanym faworytem tego meczu są goście z Old Traford, którzy po domowej porażce z Arsenalem będą chcieli za wszelką cenę wygrać by zachować taką samą zdobycz punktową jak najgroźniejszy konkurent do mistrzostwa Anglii, czyli Chelsea. Manchester mimo porażki z Arsenalem zaprezentował się w tym spotkaniu naprawdę dobrze i trochę pechowo stracił bramkę. Red Devils cały czas są w dobrej formie i ta jedna porażka tylko ich jeszcze bardziej rozdrażni i pokażą, że to był tylko wypadek przy pracy. W kadrze meczowej drużyny Fergusona po raz pierwszy znalazł się Gabriel Heinze. Argentyńczyk nie mógł grać od kiedy z niemieckiego mundialu wrócił całkowicie niezdolny do gry, długo się leczył i wreszcie dostanie szansę od managera Diabłów. Na pewno nie zagra Michael Silvestre, który leczy skręconą kostkę. Powraca także Edvin van der Sar, który przed tygodniem pauzował z powodu dolegliwości żołądkowych. Tomasz Kuszczak zapewne powróci na ławkę rezerwowych. Po za Silvestrem niezdolni do gry są Ryan Giggs (ścięgno podkolanowe) i Park Ji-Sung (kostka). W kadrze na to spotkanie znajdą się Nemanja Vidic i Alan Smith, którzy przez długi czas się leczyli. Manager gości będzie miał do dyspozycji Irlandczyka Kevin’a Doyle’a, który opuścił spotkanie z Sheffield z powodu bólu w nodze. Kontuzjowani są natomiast napastnik Dave Kitson i obronca Sam Sodje ( obaj kontuzja kolana) oraz nieobecny od dłuższego czasu Aaron Brown (zwichnięta kostka). Trudno sobie wyobrazić tutaj inne rozstrzygnięcie niż zwycięstwo Manchesteru. Jednak jak wiadomo Red Devils często męczą się okrutnie ze słabeuszami, zdarzają się im też wpadki na boiskach drużyn z końca tabeli. Tym razem jednak wydaje się, że goście są w dobrej dyspozycji i jeżeli nie zlekceważą rywala to powinni spokojnie wygrać. Reading: Hahnemann, Stack, Murty, Sonko, Ingimarsson, Shorey, Seol, Harper, Sidwell, Convey, Lita, Doyle, de la Cruz, Bikey, Mate, Halls, Gunnarsson, Little, Oster, Hunt, Long Manchester United: Van der Sar, Kuszczak, Neville, Ferdinand, Brown, Vidic, Heinze, Evra, O’Shea, Ronaldo, Fletcher, Carrick, Scholes, Richardson, Jones, Rooney, Saha, Smith, Solskjaer W poprzednim sezonie: nie grali Mój typ: 2 Zapowiedź 6 kolejki Premier League,część 2
Fulham-Chelsea Na Craven Cottage dojdzie do kolejnych derby Londynu. Na pewno faworytem tego spotkania są The Blues, ale Cottagers to nieobliczalna drużyna, która potrafiła wywieźć 3 punkty z trudnego terenu jakim jest St James’Park, zremisować z zapowiadającym atak na czołową czwórkę Boltonem czy wywieźć punkt z White Hart Lane. Chelsea praktycznie w każdym spotkaniu w tym sezonie się męczy. Podopieczni Mourinho nie grają tak swobodnie jak w ubiegłym sezonie. Mimo wszystko trudno sobie wyobrazić by mogli nie wygrać z Fulham, ale na pewno nie przyjdzie im to łatwo. W składzie gości zabraknie Michael’a Ballack’a, ale chyba nie należy traktować tego jako osłabienia, skoro Niemiec po przyjściu do Anglii spisuje się delikatnie mówiąc przeciętnie. Po chamskim faulu na Sissoko przed tygodniem musi pauzować 3 spotkania. Wraca natomiast po wyleczeniu kontuzji łydki Arjen Robben. Możliwe, że to właśnie Holender zastąpi Niemca w środku pola w stosowanym przez Mourinho diamencie. Joe Cole trzyma się z boku po tym jak doznał kontuzji kolana w spotkaniu z Werderem Brema. Mourinho nie chce ryzykować zbyt wczesnym powrotem na boisko Anglika, aby kontuzja się nie odnowiła. Ale kontuzje w Chelsea to nic w porównaniu z tym co się dzieje w zespole Chrisa Colemana. Wątpliwy jest udział w sobotnim spotkaniu Brian’a McBride’a (kostka), Papy Boupy Diop’a (udo) i Carlos’a Bocanegry (pachwina). Wszyscy trzej wyleczyli urazy, ale przed spotkaniem na Craven Cottage przejdą treningi sprawnościowe i dopiero wtedy Coleman zadecyduje czy nadają się już do gry. Na pewno natomiast nie zagrają Luis Boa Morte (kość policzkowa), Jimmy Bullard (kolano), Ahmad Elrich (kolano), Simon Elliott (łydka), Philippe Christanval i Mark Pembridge (łydka). Tak więc w obozie Fulham prawdziwy szpital. I jak tu zestawić dobry skład na spotkanie z mistrzem Anglii? W dotychczasowych 27 spotkaniach na Craven Cottage Chelsea była 16 razy górą. Wydaje się, że mimo nienajlepszej postawy Chelsea dysponuje o wiele lepszym zespołem i wobec poważnych ubytków kadrowych w Fulham The Blues powinni wywieźć po raz 17 trzy punkty z Craven Cottage. Fulham: Niemi, Lastuvka, Rosenior, Knight, Pearce, Queudrue, Brown, Diop, Radzinski, Timlin, John, Helguson, McBride, Volz, Bocanegra, Routledge, N Jensen, C Jensen Chelsea: Cech, Ferreira, Boulahrouz, Terry, Carvalho, A Cole, Bridge, Geremi, Makelele, Essien, Lampard, Mikel, Kalou, Wright-Phillips, Robben, Shevchenko, Drogba, Cudicini W poprzednim sezonie: 1:0 i 2:3 Mój typ: 2 Manchester City-West Ham Pieniądze nie grają roli. Jak się okazało nowi piłkarze nie gwarantują natychmiast podniesienia poziomu gry. Po sprowadzeniu Tevez i Mascherano Młody miały walczyć o najwyższe cele, a jak dalej będą się spisywać tak przeciętnie jak dotychczas to trzeba będzie znacznie zrewidować te plany. Jak na razie obydwaj Argentyńczycy kompletnie nie potrafią się przystosować do angielskiego stylu gry( widział ktoś kiedyś takiego?). Z dwójką atakujących Samarasem i Corradim City się skompromitowało w Pucharze Ligi Angielskiej( porażka 1:2) i dlatego najpewniej Stuart Pearce powróci do gry z Dickovem, który od początku sezonu jednak nie spisywał się najlepiej. Manager Citizens zapewne wystawi w podstawowym składzie także DaMarcus’a Beasley’a, do którego również miał prawo mieć sporo zastrzeżeń. Ta uwaga jednak tyczy się większości graczy City, a ktoś jednak grać musi. Manager Citizens nie będzie mógł skorzystać z Isakksona, który jest kontuzjowany od początku sezonu i zastępuje go Nicky Weaver, a także z zawieszonych Bena Thatchera i Ousmane Dabo. Manager Młotów z kolei będzie musiał ustalać skład bez James’a Collins’a (nadwyrężył pachwinę) i Tyrone Mears’a( łydka). Obaj niebawem powinni powrócić do gry. Wydaje się, że w tej sytuacji do składu powinien wskoczyć Jonathan Spector, ale manager Młotów Alan Pardew twierdzi, że nie jest on w pełni dyspozycji fizycznej, nie będzie w stanie wytrzymać trudów całego meczu.Gospodarze w tym sezonie wygrali tylko jedno spotkanie ( z Arsenalem 1:0), West Ham wcale nie spisuje się lepiej, również odniósł jedno zwycięstwo na inaugurację rozgrywek z Charltonem 3:1 na Upton Park. Która z tych drużyny otrząśnie się z ostatnich niepowodzeń? O tym przekonamy się w sobotnie popołudnie. Manchester City: Weaver, Hart, Distin, Dunne, Jordan, Mills, Richards, Barton, Hamann, Ireland, Reyna, Miller, Beasley, Sinclair, Corradi, Dickov, Samaras, Sturridge West Ham: Carroll, Green, Walker, Ferdinand, Gabbidon, Konchesky, Spector, Dailly, Benayoun, Mullins, Mascherano, Reo-Coker, Bowyer, Sheringham, Cole, Harewood, Zamora, Tevez W poprzednim sezonie: 2:1 i 0:1 Mój typ: 1 Middlesbrough-Blackburn Na Riverside Stadium spotkają się kluby, które prezentują bardzo niestabilną formę od początku sezonu. Boro potrafiło wygrać z Chelsea by tydzień później dać się zmiażdżyć Portsmouth. Blackburn ostatnio po świetnym meczu pokonało Manchester City 4:2. Boro i Rovers sąsiadują ze sobą w tabeli, zdobyły po 5 punktów. Należy się spodziewać wyrównanego widowiska, którego wynik będzie się ważył do samego końca. Opaskę kapitańską w tym spotkaniu założy Jonathan Wootgate. Środkowy obrońca był jednym z ośmiu zawodników jakim manager City Gareth Southgate dał odpocząć we środowym spotkaniu o Curling Cup z Notts Country. Jest mało prawdopodobne by Robert Huth, który w środku tygodnia zaliczył swój debiut w barwach Boro, pojawił się na boisku. Nalewno nie zagrają George Boateng (kolano), Stewart Downing (pachwina), Julio Arca (złamana stopa), Ugo Ehiogu( ścięgno Achillesa) i Chris Riggott (kostka). W nienajlepszej sytuacji jest również manager gości Mark Hughes, w którego drużynie kontuzjowani czterej podstawowi zawodnicy: napastnicy Jason Roberts (pachwina) i Francis Jeffers (choroba), a także Steven Reid, któremu wróciły problemy z kręgami i Andy Tood( kontuzja nogi). Możliwe, że Jeffers będzie mógł zagrać jeżeli się lepiej poczuje, udział pozostałej trójki w sobotnim spotkaniu jest wykluczony. W pojedynku tak wyrównanych drużyn każdy wynik jest możliwy. Zadecyduje dyspozycja dnia i forma poszczególnych piłkarzy. Wydaje się, że najbardziej prawdopodobny jest remis z lekkim wskazaniem na gospodarzy.
Middlesbrough: Schwarzer, Turnbull, Davies, McMahon, Parnaby, Woodgate, Pogatetz, Bates, Taylor, Cattermole, Morrison, Mendieta, Rochemback, Euell, Parlour, Johnson, Yakubu, Viduka, Maccarone Blackburn Rovers: Friedel, Neill, Khizanishvili, Tugay, Emerton, Savage, Bentley, Nonda, McCarthy, Pedersen, Mokoena, Jeffers, Gallagher, Ooijer, Brown, Gray, Peter, McEveley W poprzednim sezonie: 0:2 i 2:3 Mój typ: 1x
Zapowiedź 6 kolejki Premier League, część 1
Liverpool-Tottenham Na Anfield Road The Reds, którzy powoli nabierają blasku podejmują dołujące Koguty. Gospodarze po pokonaniu Newcastle w zaległym spotkaniu zdają się powoli dochodzić do formy, w meczu tym w końcu strzelił bramkę Kuyt. Natomiast Tottenham, który wzmocniony Berbatowem i Zokorą mierzył w czołową czwórkę na razie kompletnie rozczarowuje. Koguty mają na swoim koncie 3 porażki z Boltonem 0:2 i Manchesterem United 0:1 na wyjeździe oraz domową z Evertonem 0:2. Liverpool po kompromitującej porażce z Evertonem 0:3 i trochę pechowej z Chelsea 0:1 pewnie pokonał Sroki z Newcastle. Co słychać u gospodarzy? Pennant ma nadzieję, że będzie gotowy do gry po opuszczeniu środowego spotkania z Newcastle. Były zawodnik Arsenalu musiał zrezygnować z gry z powodu lekkiego bólu w nodze, Rafa Benitez powiedział, że to nie jest nic poważnego i zapewne Anglik będzie do jego dyspozycji w sobotnim spotkaniu. John Arne Riise, któremu odnowił się kontuzja kostki w spotkaniu z Evertonem rozpoczął już treningi z zespołem(okazało się, że nie jest to tak poważny uraz jak podejrzewano), ale nie został jeszcze włączony do kadry meczowej na spotkanie z Tottenhamem. Oczywiście nie będzie mógł też zagrać Hary Kewell, który z powodu urazu pachwiny jest wyłączony z gry na długi czas. Manager gości Martin Jol nie będzie mógł skorzystać z Dymitara Berbatova, który nie ciągle narzeka na pachwinę, nie będą mogli zagrać także Steed Malbranque( kontuzja pachwiny) i Arron Lennon( uraz kolana). Na problemy z pachwiną uskarża się także Egipcjanin Hossam Ghaly, ale najwyraźniej nie jest to aż tak poważne, bo znalazł się w kadrze meczowej. Wydaje się, że rozpędzający się powoli Liverpool powinien sobie bez problemu poradzić z kiepsko sobie radzącym Tottenhamem. Mało jest prawdopodobne by akurat w spotkaniu z The Reds goście się przełamali. Chyba, że Reina wywinie kolejny numer. Liverpool: Reina, Finnan, Agger, Carragher, Aurelio, Pennant, Luis Garcia, Alonso, Sissoko, Gerrard, Kuyt, Bellamy, Dudek, Warnock, Hyypia, Zenden, Gonzalez, Crouch, Flower Tottenham: Robinson, Cerny, Stalteri, Chimbonda, Lee, Assou-Ekotto, Dawson, King, Huddlestone, Gardner, Zokora, Murphy, Jenas, Davids, Tainio, Ghaly, Ziegler, Defoe, Keane, Mido W poprzednim sezonie: 1:0 i 0:0 Mój typ: 1 Arsenal-Sheffield Arsenal po pokonaniu Manchesteru dostał potężnego kopa energetycznego i teraz z każdym spotkaniem powinien przesuwać się w górę tabeli. Jak się okazało ten początek to był mały falstart, a Kanonierzy są naprawdę groźnym zespołem, który w końcu musiał się przebudzić. I stało się to w najbardziej prestiżowym starciu z Czerwonymi Diabłami, lepszą okazję na przełamanie trudno sobie wyobrazić. Do składu Arsenalu powraca Thierry Henry, który nie mógł zagrać z Manchesterem z powodu kontuzji stopy. Arsene Wenger będzie mógł już skorzystać również z Robina van Persiego. Skoro bez dwóch czołowych graczy Arsenal wygrał na Old Traford to świadczy to o ich ogromnej siłe. Z nimi w składzie Kanonierzy nie powinni mieć najmniejszych kłopotów z zamykającym tabelę beniaminkiem z Sheffield. Manager Arsenalu nie będzie mógł skorzystać z niezwykle utalentowanego Theo Walcott’a, który nabawił się kontuzji barku w spotkaniu rezerw Arsenalu z Portsmouth rozegranym w środę. Niezdolni do gry są także Philippe Senderos ( bark), Gael Clichy (stopa) i Lauren(kolano) oraz Abou Diaby( kostka). Z powodu nieustannych plotek na temat stanu zdrowia Henry’ego Wenger poinformował stronę www.arsenal.com : „Thierry jest do mojej dyspozycji, powraca także Robin van Persie. W drużynie nie ma żadnych poważniejszych urazów. Senderos, Clichy,Diaby i Lauren jeszcze nie będą mogli zagrać, ale Thierry i Robin już tak. Manager Sheffield Neil Warnock w 1000 meczu w swojej trenerskiej karierze nie będzie mógł skorzystać aż z 9 piłkarzy. Wśród wyłączonych z gry są: bramkarzPaddy Kenny i zawodnicy środka pola: Nick Montgomery i Michael Tonie oraz napastnik Danny Weber. Brak tego ostatniego to największe osłabienie gości. Na różne urazy narzekają też obrońcy: Craig Short, Alan Wright i Derek Gearry oraz dwaj napastnicy Steve Kabba i Neill Shipperley. Szable na pewno zagrają niezwykle ambitnie chcąc sprawić prezent swojemu managerowi z powodu jego trenerskiego jubileuszu, ale czy będą w stanie wywieźć chociaż punkt z The Emirates Stadium? To wątpliwe, tym bardziej, że Arsenal zrobi wszystko by w końcu wygrać pierwszy mecz na nowym stadionie. Arsenal: Lehmann, Eboue, Toure, Hoyte, Djourou, Gallas, Hleb, Baptista, Fabregas, Gilberto, Rosicky, Van Persie, Flamini, Adebayor, Almunia, Ljungberg, Song, Henry Sheffield Utd: Bennett, Bromby, Unsworth, Davis, Morgan, Sommeil, Armstrong, Leigertwood, Kozluk, Jagielka, Ifill, Gillespie, A Quinn, Hulse, Akinbiyi, Nade, Kazim-Richards, Bennett W poprzednim sezonie: nie grali Mój typ: 1 Aston Villa-Charlton Villa pod wodzą Martina O’Neilla spisuje się znakomicie, nie poznała jeszcze goryczy porażki w tym sezonie wygrywając 2 spotkania u siebie i 3 na wyjeździe remisując. Charlton natomiast wygrał w tym sezonie tylko raz( z Boltonem 2:0 26 sierpnia). The Addics zawsze na Villa Park grało się cieżko, wygrali tam tylko raz. Bardzo wiele będzie zależeć od napastników obu drużyn: Juana Pablo Angela i Darrena Benta, którzy strzelili po 4 bramki w Premier League, obaj też wpisywali się na listę strzelców w wygranych przez swoje kluby meczach Pucharu Ligi Angielskiej. Pomocnik Aston Vilii Gavin McCann ma nadzieję, że będzie gotowy na starcie z Charltonem. Miał on robioną tomografię po tym jak doznał kontuzji łydki w spotkaniu o Curling Cup ze Scounthorpe, ale na szczęście nie wykazała ona nic poważnego. Do dyspozycji trenera będzie także Martin Laursen, któremu O’Neill dał odpocząć i nie wziął go na spotkanie o Curling Cup. Piłkarz ten rozegrał dwa fantastyczne spotkania z West Hamem i Aston Villą, ale O’Neill pamiętając mając na uwadze jego poważną kontuzję kolana nie zabrał go na spotkanie ze Scounthorpe. Teraz wypoczęty będzie mógł poprowadzić swój zespół w kolejnym boju w Premier League z zawsze dzielnie walczącym Charltonem. Manager gospodarzy ma spory ból głowy, kogo z trójki Ridgewell-Melleberg-Laursen wstawić do podstawego składu, a kogo zostawić na ławce rezerwowych. Miejsca są tylko dwa. Wszyscy zaprezentowali się z dobrej strony. Taki ból głowy jak O’Neill chciałby mieć manager Charltonu Ian Dowie. Wprawdzie po trzymeczowej karze wraca Hermann Hreidarsson, jednak nie będą mogli zagrać zawodnicy środka pola: Matt Holland (żebro), Bryan Hughes (pachwina), a wątpliwy jest udział Andy’ego Reid’a, Souleymane Diawarry i Omara Pousso( wszyscy narzekają na ścięgno podkolanowe). Z kolei Jonathan Fortune po urazie palca u nogi powoli dochodzi dyspozycji fizycznej i być może znajdzie się w kadrze meczowej na sobotnie spotkania na Villa Park. Djimii Traore ma złamaną nogę, Gonzalo Sorongo narzeka na uraz kręgosłupa, a Amerykanin Cory Gibbs na kolano, natomiast skrzydłowy Jerome Thomas uskarża się na ból stopy. Wszyscy trzej na pewno nie będą mogli zagrać. Tak więc sytuacja kadrowa w Charltonie nie jest za ciekawa, co dodatkowo oprócz formy sportowej przemawia na korzyść Aston Villi. Aston Villa: Sorensen, Mellberg, Laursen, Ridgewell, Barry, Davis, Gardner, Petrov, McCann, Agbonlahor, Angel, Moore, Baros, Whittingham, Berger, Hughes, Gardner, Taylor Charlton: Carson, Young, Hreidarsson, El Karkouri, Fortune, Rommedahl, Kishishev, Faye, Ambrose, Holland, M Bent, D Bent, Hasselbaink, Holland, Ashton, Myhre, Sankofa, John, Walker, Lisbie W poprzednim sezonie: 1:0 i 0:0 Mój typ: 1
6 bramek na Ewood Park i zwycięstwo Blackburn
Blackburn-Manchester City 4:2
Na Ewood Park Blackburn odniosło pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, natomiast Manchester City przegrał 3 wyjazdowy mecz w tym sezonie. Spotkanie było niezwykle emocjonujące, a o jego losach przesądzili w drugiej połowie Benny McCarthy i rezerwowy Paul Gallagher. Dwie bramki padły po samobójczych trafieniach Trevora Sinclair’a(na 1:0) i Andre Ooijera(na 2:2). Rovers mieli prawo odczuwać zmęczenie po czwartkowym boju z Salzburgiem( remis 2:2) i w pierwszej połowie było to widać. Już w 40 sekundzie szansę na objęcie prowadzenia mieli Citizens. Emerton dał się ograć szarżującemu lewą stroną Sinclair’owi, a ten uderzył mocno z ostrego kąta. Fantastyczną interwencją popisał się Friedel, który odbił piłkę końcami palców lewej ręki. Następnie dwie szanse na pokonanie bramkarza gospodarzy miał Dickov, który przyszedł do City właśnie z Blackburn. Najpierw po podaniu Trabelsiego uderzył niecelnie zza pola karnego, a następnie przymierzył prawą nogą, ale za słabo by pokonać Friedel’a. W 15 minucie Trabelsi dośrodkował na prawy słupek, do piłki dopadł Barton, ale uderzył ponad bramką. Na bramkę Friedel’a sunęła prawdziwa kanonada, jednak albo gracze City strzelali niecelnie albo za słabo by pokonać Amerykanina. Jak to często w futbolu bywa, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. I tak stało się też i tym razem. To Blackburn zupełnie niespodziewanie objęło prowadzenie. Richard Dunne sfaulował David’a Bentley’a. Do piłki ustawionej na 25 podszedł Pedersen i uderzył w kierunku bramki Weaver’a, futbolówka odbiła się od głowy Sinclair’a co zupełnie zmyliło bramkarza gospodarzy, który nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję. Działo się to w 16 minucie spotkania. W 37 minucie okazję do pokonania Friedel’a miał bardzo widoczny tego dnia Barton, ale amerykański bramkarz Rovers popisał się świetną interwencją i wybił piłkę nogami. Dwie minuty późnej jednak padła bramka wyrównująca. Po wymianie piłek na linii Corradi-Dickov-Barton ten ostatni znalazł się w sytuacji sam na sam z Friedel’em i uderzył podręcając piłkę. Bramkarz gospodarzy w końcu musiał skapitulować. Ale na tym się nie skończyły emocje w pierwszej połowie meczu. Na bramkę Manchesteru niemal natychmiast odpowiedziało Blackburn. Po faulu Beasley’a, który pojawił się na boisku kilka chwil wcześniej za kontuzjowanego Trabelsiego, na Bentley’u gospodarze wykonywali rzut wolny. Morten Gamst Pedersen lewą nogą zdobył kapitalną bramkę i Rovers mogli cieszyć się z prowadzenia. Jednak ich radość nie trwała długo, bo zaledwie 2 minuty. W 45 minucie Corrida skierował piłkę w pole karne Blackburn, a Ooijer tak niefortunnie zmienił kierunek jej lotu, że zdobył bramkę samobójczą. Pierwsza połowa mogła się podobać. Po początkowej przewadze City gospodarze zdołali się otrząsnąć i w ten sposób oglądaliśmy wymianę ciosów i 4 bramki. Druga połowa do 66 minuty nie była zbyt ciekawa. Do tego momentu City i Rovers stworzyli sobie po jednej okazji. Najpierw uderzenie z woleja Bartona złapał Friedel, a następnie Bentley uderzył nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Weaver’a. W 66 minucie do tej pory niewidoczny Benny McCarthy zdobył 3 bramkę dla gospodarzy. Nonda, który pojawił się po przerwie dalekim podaniem znalazł Pedersena, ten z lewego skrzydła zgrał piłkę po ziemi do McCarthy’ego, a reprezentant RPA z 5 metrów umieścił ją w bramce obok bezradnego Weaver’a. Zrobiło się 3:2 dla gospodarzy. McCarthy kupiony za 2,5 mln funtów z Porto zdobył swoją 3 bramkę dla Blackburn w tym sezonie w Premier League. W 83 minucie znakomitą okazję na wyrównanie miał Richards, jednak z 4 metrów nie zdołał umieścić piłki w siatce. Po raz kolejny niewykorzystana sytuacja się zemściła. W 89 minucie Gallagher przypieczętował zwycięstwo Blackburn. Emerton z prawej strony dośrodkował, a Szkot z 12 metrów zdobył 4 bramkę i ustalił wynik mecz. To była pierwsza jego bramka dla Rovers od listopada 2004 roku. Mecz na Ewood Park był świetnym widowiskiem, obie drużyny postawiły na atak i w ten sposób kibice obu drużyn przeżywali niezwykłe emocje i huśtawkę nastrojów. Ostatecznie wygrali gospodarze, bo wykazali więcej opanowania w sytuacjach podbramkowych.
piątek, 22 września 2006
The Pompeys nowym liderem Premier League, Szable na dnie
Charlton-Portsmouth 0:1 Portsmouth jak do tej pory spisywało się znakomicie, w 4 kolejkach ligowych nie straciło żadnej bramki. Jednak tym razem wygrywając zostałoby liderem Premier League przynajmniej do niedzieli. Dlatego zastanawiano się, czy Pompeys wytrzymają psychicznie. Okazało się, że ta drużyna została naprawdę dobrze przygotowana do rozgrywek przez Redknappa, a Campbell, James i spółka są zaporą nie do przejścia. Do składu gości powrócili O’Neil i Stefanovic. Natomiast manager gospodarzy Dowie dokonał 4 zmian w porównaniu ze spotkaniem z Chelsea. 3 były wymuszone kontuzjami:Traore,Reida i Diawarę zastąpili Pouso, Bent i Kishishev, natomiast zamiast Bryana Hughesa w pierwszym składzie wybiegł Denis Rommedahl. I to właśnie Holender znakomicie zaczął ten mecz. Po jego dośrodkowaniu Marcus Bent uderzył głową minimalnie obok słupka bramki strzeżonej przez James’a. Chwilę wcześniej Darren Bent uderzył prawą nogą i trafił w poprzeczkę. To mógł być wymarzony początek dla gospodarzy, działo się to w 2 minucie spotkania. 8 minut później Ambrose dośrodkował do El Karkouriego, jednak uczynił to trochę za mocno i zawodnik z Maroko nie był w stanie oddać celnego strzału. Gospodarze nacierali na bramkę Portsmouth,a goście czekali na okazję do wyprowadzenia kontry. W końcu powoli zaczęli przejmować inicjatywę The Pompeys, wyglądało to tak jakby dali się na początku wyszumieć Charltonowi. Futbolówka coraz częściej znajdowała się w polu karnym gospodarzy. W 25 minucie Mendes oddał strzał po ładnej wymianie piłki z Mwaruwarim, tym razem jeszcze nie zakończył się zdobyciem bramki. Jednak to goście od tego momentu panowali na boisku. W tej części gry znakomitą partię rozgrywał Mwaruwari. W 26 minucie właśnie zawodnik z Zimbabwe podał do Kanu, a Nigeryjczyk oddał strzał lewą nogą, który Carson zdołał odbić. Następnie O’Neil podał w poprzek boiska do Stefanovica, ten zagrał do ruchliwego Johnsona, a Anglik podał to niekrytego Kanu.Nigeryjczyk uderzył jednak za słabo by pokonać Carsona. Bardzo dobrą partię w Charltonie rozgrywał Rommedahl, który był dynamiczny i ciągle w ruchu. Wystawienie jego zamiast Hughes’a było dobrym posunięciem, piłkarz ten wprowadził sporo ożywienia w poczynania gospodarzy. Sześć minut przed końcem pierwszej połowy Ambrose otrzymał znakomite podanie powrotne od Darena Benta, ale strzelił mocno i niecelnie. Rommedahl, Bent i Hasselbaink chcieli za wszelką ceną zmusić w końcu do kapitulacji James’a, ale nie udało im się to. Pierwsza połowa spotkania obfitowała w kilka groźnych starć podbramkowych, ale w większości zakończonych niecelnymi strzałami. W 60 minucie Rommedahl huknął z woleja z ponad 20 metrów, ale i tym razem nie udało mu się pokonać Carsona. Bohaterem spotkania został rezerwowy LuaLua, który wszedł na boisko w drugiej połowie i zdobył zwycięską bramkę w 74 minucie. Dziesięć minut po tym jak wszedł na boisko z prawej strony otrzymał podanie od Davis’a i oddał precyzyjny strzał w lewy róg bramki zmuszając do kapitulacji bramkarza Charltonu. Portsmouth zanotowało najlepszy swój start w Premier League i jako jedyny klub nie straciło jeszcze bramki. James pozostaje niepokonany od 450 minut! Charlton w pierwszej połowie stwarzał lepsze wrażenie, to gospodarze mieli optyczną przewagę, ale nie potrafili sobie stworzyć groźnej okazji. Także w drugiej połowie do momentu utraty bramki Addics dotrzymywali kroku rewelacji tego sezonu. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy stworzyli sobie najlepszą okazję(Ambrose lewą nogą nie trafił w bramkę). Jednak po utracie bramki zeszło z nich powietrze i nie byli w stanie nawet wyrównać, bo Portsmouth jeszcze bardziej zacieśniło szyki obronne i było zaporą nie do przejścia dla gospodarzy. Jak się okazało było to zwycięstwo na wagę lidera Premier League po 5 kolejce.
Everton-Wigan 2:2 Tydzień po derbowym zwycięstwie z Liverpoolem Everton musiał zadowolić się tylko remisem w meczu z Wigan. Wigan 2 razy przegrywał w tym spotkaniu po bramkach Johnsona i Beattie’ego, ale dwukrotnie na ich trafienie odpowiadał Scharner. Wydawało się, że po tym jak Johnson w 49 minucie strzelił swoją 5 bramkę w tym sezonie Everton odniesie spokojne zwycięstwo. Jednak piłkarze Wigan nie załamali się i dzielnie walczyli. Dawny piłkarz Evertonu Kevin Kilbane asystował przy dwóch trafieniach Scharnera. Na początku pierwszej połowy lepsze wrażenie sprawiało Wigan. W 7 minucie Yobo sfaulował Heskey’a i Wigan wykonywało rzut wolny z 20 metrów. Do piłki podszedł Denny Landzaat, ale jego uderzenie poszybowało nad bramką Howarda. W odpowiedzi w 17 minucie znakomitą okazję stworzyli sobie gospodarze. Johnson wyłuskał piłkę Hall’owi i przymierzył z 17 metrów, jednak Kirkland popisał się znakomitą interwencją. Minutę późnej Carlsey otrzymał podanie górą od Hibberta i oddał strzał głową, ale nie trafił w bramkę z 5 metrów. Później niestety gra się zaostrzyła, sędzia musiał sięgać po żółte kartki. Ukarał nimi Kirklanda i de Zeeuwa za zbyt nerwową reakcję po starciu z Cahill’em, a następnie w ten sam sposób upomniał Philla Nevile’a za faul na Scharnerze. W 41 minucie bliskie objęcie prowadzenia było Wigan. Heskey podał piłkę do Valencii, a reprezentant Ekwadoru uderzył niecelnie z 10 metrów. To była najlepsza okazja na objęcie prowadzenia stworzona przez Wigan. Cztery minuty po przerwie Everton wyszedł na prowadzenie. Z lewego skrzydła w pole karne dośrodkował Cahill, o piłkę walczył Carsley, jednak po nieczystej interwencji Kirkland’a piłka trafiła do Johnsona, który przymierzył prawą nogą z 10 metrów wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Everton nie spuszczał z tonu i dążył do podwyższenia prowadzenia. Dwie minuty po bramce Johnsona znakomitą okazję miał Osman, który huknął z woleja z 20 metrów. Jednak Kirkland popisał się znakomitym refleksem i sparował piłkę na bok. Mimo naporu gospodarzy w 62 minucie gościom udało się wyrównać. Kilbane posłał w pole karne górną piłkę, tam dopadł do niej Scharner i strzałem głową wyrównał stan meczu. Cztery minuty później było już 2:1 dla Evertonu. Landzaat sfaulował w polu karnym Osmana, a jedenastkę na bramkę zamienił Beattie. W 68 minucie na tablicy wyników widniał już remis 2:2. Po raz drugi znakomitym podaniem popisał się Kilbane, a Scharner lewą nogą uzyskał swoją drugą bramkę w tym spotkaniu zapewniając jeden punkt Wigan. Po pierwszej bezbarwnej połowie w drugiej części piłkarze stworzyli naprawdę dobre widowisko godne najlepszej ligi na świecie. Sheffield-Reading 1:2 W pojedynków beniaminków na Bramall Lane górą goście. Ledwie zaczął się mecz a Reading już prowadziło. W 16 sekundzie wysoko wybita bez Convey’a piłka trafiła do Doyle’a, ten minął Morgana, wpadł w pole karne i uderzył mocno na bramkę z 14 metrów, a bramkarz gospodarzy Bennett nie miał szans na skuteczną interwencję. Chwilę później rzut rożny dla gospodarzy wykonywał Unsworth, piłkę przejął Ifill i uderzył nad bramką Hahnemanna. W 17 minucie znakomitą okazję na podwyższenie prowadzenia mieli The Royals.. Bennett’a uratował słupek po strzale Harper’a. W 25 minucie było 2:0 dla gości. Lita podał piłkę do Hyeona, a Koreańczyk bez najmniejszych problemów podwyższył prowadzenie. Wywołało to wściekłość fanów Sheffield, którzy coraz z większym niepokojem obserwowali to co się dzieje na boisku. Do końca pierwszej połowy wynik się już nie zmienił, a tuż po gwizdku sędziego fani gospodarzy przeciągłym buczeniem dali wyraz swojego niezadowolenia z postawy ich pupili. W drugiej połowie gospodarze starali się atakować, ale nie mogli znaleźć sposobu na skomasowaną defensywę Reading. Gdyby Lita wykorzystał jedną z dwóch okazji stworzonych w pierwszych 10 minutach drugiej połowy z pewnością część fanów gospodarzy zaczęła by opuszczać stadion, a przecież zdarza się to naprawdę rzadko w Anglii. Tylko wtedy gdy zespół gra katastrofalnie słabo, a tak się właśnie przez większość meczu spisywały Szable. Najpierw Leita w 51 minucie z prawej strony boiska uderzył źle, a 3 minuty późnej jego strzał z rzutu wolnego końcami palców obronił Bennett. Po tej nawałnicy gospodarzom udało się zdobyć kontaktową bramkę. Dośrodkowaną przez Armstronga z lewej strony piłkę Akinbiyi zgrał głową do Hulse’a, ten uderzył prawą nogą w prawy róg bramki, a że Sonko nie zdążył zablokować tego strzału, więc padła bramka. Hahnemann nie miał szans na skuteczną interwencję. Jednak to wszystko na co było stać tego dnia słabo dysponowanych gospodarzy. Goście odnieśli zasłużone zwycięstwo, grali bardziej poukładaną piłkę, szczególnie w obronie. A gospodarze z taką grą mogą tylko marzyć o pozostaniu w Premier League w przyszłym sezonie.
Watford-Aston Villa 0:0 Ben Foster i Thomas Sorensen nie dali się zaskoczyć ani razu i dlatego ostatnie sobotnie spotkanie zakończyło się remisem. Obaj bramkarze mieli okazje do wykazania się. Foster pokazał swój kunszt broniąc strzały Stilian’a Petrova, Steven’a Davis’a i Gabriela Agbonlahor’a, natomiast Sorensen wzbudził podziw interwencjami po strzałach Marlon’a King’a, Malcolma Mackay’a i Hameur’a Bouazzy. Villa stworzyła sobie dostatecznie dużo sytuacji by objąć prowadzenie w 1 części gry, jednak brakowało skuteczności. A to Agbonlahor posłał niską piłkę w pole karne z prawego skrzydła w pole karne gospodarzy, tam dopadł do niej Angel, który znalazł wolną przestrzeń i uderzył, ale jego strzał zablokował Mackay. Kilka sekund później Agbonlahor uruchomił Petrova, ten przebiegł kilka metrów środkiem boiska przez nikogo nieatakowany i oddał strzał z niebezpiecznej odległości, jednak Foster zdołał odbić piłkę. W 12 minucie znakomicie dysponowany tego dnia Agbonlahor, który spędził miesiąc na wypożyczeniu w Watfordzie, dał o sobie znać po raz kolejny.Jego uderzenie doskonale jednak zablokował Mackay. Odbita piłka trafiła do Davis’a, który uderzył prawą nogą obok lewego słupka zamiast podać do lepiej ustawionego Angela. W 28 minucie dynamiczny Angel posłał górną piłkę do podłączającego się do akcji Ridgewell’a, ten zdecydował się na dośrodkowanie w pole karne, które jednak wybili Stewart do spółki z Mahonem. Najgroźniejszym zawodnikiem Watfordu w pierwszej połowie był Ashley Young. Dzięki jego inteligentnemu zagraniu z 14 metrów strzał oddał King, piłka jeszcze odbiła się od Barry’ego, ale na szczęście dla Sorensena wyszła poza boisko.Dziesięć minut przed przerwą goście stworzyli sobie jeszcze jedną szansę na objęcie prowadzenie. Agbonlahor pozostawiony bez opieki wbiegł w pole karne, otrzymał podanie od Melberga i z prawej strony uderzył z 8 metrów, jednak Foster zdołał złapać piłkę. Dwie minuty późnej okazję na zdobycie bramki miały Szerszenie. Dośrodkowaną przez Doyley’a piłkę głową uderzył Shittu, ale bramkarz The Villans zdołał sparować futbolówkę na rzut rożny. W 40 minucie Angel już przygotowywał się do strzału z 10 metrów, ale w ostatniej chwili powstrzymał go Mackay. Podopieczni O’Neilla całkowicie dominowali w pierwszej partii. Po przerwie gra się ożywiła i raz za razem sunęły ataki na obie bramki. W 50 minucie po strzale Agbonlahor’a z 22 metrów znakomitą interwencją popisał się Foster, a kilka sekund późnej Angel z siedmiu metrów uderzył nad bramką. Goście zaczęli drugą połowę od mocnego uderzenia. W 58 minucie Angel zmarnował doskonałą okazję. Davis przeprowadził lewą stroną boiska rajd, po czym podał do dobrze ustawionego Angela, a ten zakończył tą akcję niecelnym strzałem głową z 6 metrów. Potem do głosu coraz częściej zaczęli dochodzić podopieczni Boothroyd’a. Najpierw w 58 minucie Sorensen odbił na róg uderzenie z 20 metrów oddane przez rezerwowego Bouazzę, a następnie Duńczyk obronił strzał Kinga z woleja. Już do końca meczu oglądaliśmy wymianę ciosów, przez, co stał się on dosyć atrakcyjnym widowiskiem. W 76 minucie Bouaza rozegrał piłkę z Kingiem, po czym ten ostatni oddał strzał z 20 metrów. Jednak tym razem piłka leciutko musnęła lewy słupek bramki i wyszła poza boisko. Jeszcze w 80 minucie po dośrodkowaniu Barry’ego z rzutu rożnego Ridgewell uderzył piłkę głowa, jednak nad poprzeczką. W drugiej połowie obie drużyny stworzyły dobre widowisko, lekką przewagę uzyskali gospodarze. Tylko dzięki bramkarzom na Vicarage Road do końca utrzymał się bezbramkowy remis, z przebiegu gry obie drużyny powinny być zadowolone z 1 punktu.
środa, 20 września 2006
Liverpool-Newcastle,zapowiedź
Zaległe spotkanie 2 kolejki. We właściwym terminie jej rozgrywania Liverpool walczył o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a Newcastle rozgrywało spotkanie kwalifikacyjne do Pucharu UEFA. Obie drużyny spisują się od początku sezonu przeciętnie. Liverpool po zwycięstwie w 1 kolejce nad West Hamem przegrał 2 spotkania i 1 zremisował. W niedzielą przegrał z Chelsea, a tydzień wcześniej doznał klęski w spotkaniu derbowym z Evertonem. Newcastle z kolei w weekend pokonało West Ham na wyjeździe i piłkarze Srok wydają się być w coraz lepszej dyspozycji. W bramce Newcastle stanie Steve Harper, który zastąpi Shey’a Given’a. Irlandczyk doznał poważnej kontuzji w starciu z Marlonem Harewood’em w niedzielnym spotkaniu z West Hamem i musiał poddać się operacji. Do ostatniej chwili nie będzie wiadomo czy manager gości Glenn Roeder będzie mógł skorzystać z Titus’a Bramble’a ( cierpi na uraz kostki i kolana), Steven’a Taylor’a ( narzeka na pewne dolegliwości ze stopą) oraz Sholi Ameobi’ego (zmaga się ze ścięgnem podkolanowym).Udział tego ostatniego jest raczej wykluczony. Z kolei manager Liverpoolu Rafael Benitez może odetchnąć, bo jego podopiecznych ominęły poważniejsze urazy w starciu z Chelsea. W dzisiejszym spotkaniu nadal nie będą mogli zagrać John Arne Riise( czeka go dłuższa przerwa z powodu odnowionej kontuzji kostki) oraz Hary Kewell ( ciągle leczy uraz pachwiny). The Reds mimo słabszego początku sezonu liczą na podtrzymanie znakomitej passy spotkań ze Srokami, z którymi u siebie nie doznali porażki od 1994 roku. Jeżeli Liverpool chce się liczyć w walce o mistrzostwo Anglii musi to spotkanie wygrać, strata 9 punktów do lidera już na początku sezonu może okazać się nie do odrobienia. Piłkarze Newcastle natomiast nie czują żadnej presji związanej z tym spotkaniem, to Liverpool ma nóż na gardle. Dlatego Sroki grając na luzie mogą sprawić olbrzymie problemy The Reds. W ubiegłym sezonie Liverpool na Anfield Road pokonał Newcastle 2:0. Tym razem jednak gospodarzom nie będzie łatwo odnieść zwycięstwo. Kadry obu zespołów na to spotkanie: Liverpool: Reina, Finnan, Agger, Hyypia, Carragher, Aurelio, Pennant, Luis Garcia, Alonso, Sissoko, Gerrard, Zenden, Crouch, Kuyt, Bellamy, Fowler, Dudek, Gonzalez, Warnock. Newcastle: Harper, Krul, Carr, Ramage, Babayaro, Bernard, Bramble, Moore, Taylor, Huntington, Parker, Butt, Emre, Duff, N’Zogbia, Milner, Pattison, Ameobi, Martins, Sibierski, Luque, Rossi. Mój typ: X2 W poprzednim sezonie: 2:0 i 3:1 |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
O mnie:
imię i nazwisko: Łukasz Iwanek
data urodzenia:06.01.1983
miejsce zamieszkania:Lubartów
obecnie:studiuję Finanse przedsiębiorstw i bankowość w Lubelskiej Szkole Wyższej
ukończone szkoły: LO przy Zespole Szkół Nr 2 w Lubartowie, Policealna Szkoła Zawodowa przy Zespole Szkół Nr 2 w Lubartowie
zainteresowania:sport, zwłaszcza piłka nożna, film, muzyka
ulubiony klub piłkarski: Manchester United
ulubiony zespół muzyczny: Linkin Park
ulubione filmy: Ostatni Mohikanin, Podaj Dalej
ulubione seriale: Jezioro Marzeń, Córki McLeoda, 24 godziny
ulubiona aktorka: Katie Holmes
ulubiony aktor: Kiefer Sutherland
kontakt: lukasziwanek@gazeta.pl, lukasziwanek@interia.pl, gg:2259232
fajne blogi
Jezioro Marzeń
O mojej szkole
Katie Holmes
nauka
o najlepszym klubie świata
różne
sportowe
Ładne dziewczynki
Moje testy
Stronki dla studentów
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||